Wywiad z Remigiuszem Kuźmińskim - absolwentem Akademii Muzycznej w Bydgoszczy

  • 29.10.2020, 05:28
  • KB
Wywiad z Remigiuszem Kuźmińskim - absolwentem Akademii Muzycznej w Bydgoszczy Remigiusz Kuźmiński
Remigiusz Kuźmiński – polski wokalista i dyrygent, absolwent Akademii Muzycznej w Bydgoszczy w klasie wokalistyki jazzowej i klasycznej oraz dyrygentury jazzowej i klasycznej z tytułem magistra sztuki. Ukończył również wokalistykę klasyczną w Państwowej Szkole Muzycznej II stopnia w Inowrocławiu.

Mamy czas pandemii. Jak wygląda sytuacja z Twoimi koncertami?

Cały czas jest ciężko. Wypadają z terminarza kolejne koncerty. Niektóre job'y udaje się przenieść na zastępcze terminy, ale co się wydarzy dalej, tego nikt z nas nie potrafi przewiedzieć. Obecnie trudno jest zapanować nad grafikiem koncertowym.

W grudniu ma ukazać się Twój świąteczny singiel. Co to będzie za kompozycja?

Niestety przykro mi, ale do premiery i nagrania tego singla świątecznego nie dojdzie. Wraz z moją przyjaciółką Darią Wójcik planowaliśmy na Święta Bożego Narodzenia wypuścić piękny utwór zimowo-bożonarodzeniowy, ale kilka dni temu ostatecznie zrezygnowaliśmy z jego realizacji. Nie w tym roku i nie w obecnej sytuacji. Mam nadzieję, że nasi słuchacze i sympatycy nam to wybaczą.

Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, prawda?

Taaak, oczywiście. Na pewno jeszcze nie raz naszych słuchaczy zaskoczymy czymś miłym dla ucha. Tylko będzie trzeba na to troszkę poczekać.

Nagrywasz w Bydgoszczy. Bydgoszcz jest cały czas dla Ciebie ważna?

Bardzo ważna. Tutaj mieszkałem i studiowałem. Po dziś dzień w Bydgoszczy nagrywam swoje płyty współpracując z bydgoskim MG Studio. To miasto jest bardzo bliskie mojemu sercu, ponieważ tutaj zdobyłem wyższe wykształcenie muzyczne oraz przeżyłem wiele wspaniałych chwil. Pomimo tego, że obecnie mieszkam nieopodal Bydgoszczy, bardzo często tu przebywam. Gdy jest możliwość i taka potrzeba to w Bydgoszczy odbywam próby, ćwiczenia, współpracuję z różnymi muzykami i instytucjami, a także zaglądam do Bydgoszczy, by spotkać się chociażby ze znajomymi czy zrobić zakupy.

A co szczególnie podoba Ci się w Bydgoszczy?

Wiele rzeczy. Mam sentyment do naszego muzycznego centrum, gdzie znajduje się moja macierzysta uczelnia Akademia Muzyczna im. Feliksa Nowowiejskiego, Filharmonia Pomorska im. Ignacego Jana Paderewskiego, Teatr Polski i Zespół Szkół Muzycznych im. Artura Rubinsteina. Mam także sentyment do naszej bydgoskiej Opery Nova. Uwielbiam spacerować po Parku Witosa, ulicy Gdańskiej i naszym pięknym Starym Rynku. Wiele wspaniałych zakątków tego miasta powoduje u mnie wzruszenia.

Czy to prawda, że użyczyłeś swojego głosu w nagraniu hymnu dla bydgoskiej Polonii?

Tak, to prawda. W styczniu 2009 roku na specjalne zaproszenie miałem przyjemność w studio nagraniowym Radia PiK użyczyć swojego głosu w nagraniu hymnu "Gdy idzie Polonia z Bydgoszczy" dla bydgoskiego klubu sportowego Polonia. Wykonałem go wraz z Orkiestrą Dętą z Pruszcza Pomorskiego. Z tego co mi wiadomo to najprawdopodobniej hymn ten emitowany jest do dnia dzisiejszego na bydgoskim stadionie przez każdymi rozgrywkami żużlowymi. Był to dla mnie ogromny zaszczyt i wyróżnienie.

W okresie pandemii podczas tegorocznych wakacji nagrałeś dwa single i teledysk. O jednym z tych singli pisaliśmy wcześniej na łamach naszego portalu. Opowiedz coś więcej na ten temat.

Tak, zgadza się. Nagrałem singiel jazzowy „Bądź moim natchnieniem”, który znany jest wszystkim z wykonania Andrzeja Zauchy. Muzykę skomponował Antoni Kopff, a tekst Wojciech Młynarski. W swojej autorskiej interpretacji zastosowałem improwizacje w postaci jazzowego scat'u oraz zrytmizowaną kantylenę z czytelnie podkreśloną warstwą tekstową. Kolejny singiel, do którego udało się nagrać również teledysk to utwór pop-operowy „Tłumy serc”, który śpiewam wraz z Darią Wójcik. Tutaj autorem muzyki jest Sławomir Hoduń, a tekst napisał Karol Wojtyła (Jan Paweł II). Realizatorem nagrania video m.in. na Górze Św. Wojciecha w Barcinie, jest Renata Wójcik. Producentem i realizatorem nagrania audio obydwu singli jest Wytwórnia Nagraniowa MG Studio w Bydgoszczy, gdzie w przypadku utworu „Tłumy serc” kręciliśmy także ujęcia video. Montażem klipu miałem przyjemność zająć się osobiście.

Posłuchajmy singli i różnych innych nagrań w wyk. Remigiusza Kuźmińskiego

A Ile płyt wydałeś do tej pory?

Pięć płyt, z czego trzy to płyty solowe, jedna duetowa i jedna płyta składanka. I do tego kilka singli.

Będą kolejne płyty?

Myślę, że tak. Jak zdrowie pozwoli to na pewno będą następne albumy. W końcu nagrywanie płyt to jeden z elementów pracy każdego muzyka.

Można je posłuchać w sieci?

Oczywiście. Można ich w całości posłuchać w dziale dyskografia na mojej oficjalnej stronie oraz na połączonym z tą stroną oficjalnym kanale youtube. Niestety nie są to albumy dostępne w sprzedaży, ponieważ nie zostały objęte wydawnictwem fonograficznym. Zrealizowane są własnym sumptem.

Twoja najnowsza płyta to?

Jest to krążek solowy, który miał swoją premierę w lipcu 2019 roku. Zawiera zarówno moją autorską muzykę i teksty, jak i utwory napisane przez uznanych twórców. Płyta obejmuje repertuar około jazzowy i około klasyczny, czyli stylistykę, w której się specjalizuję. Można usłyszeć na niej kawałki z domieszką jazzującego pop'u i musicalowo - filmowe ballady.

Posłuchajmy najnowszej III płyty solowej Remigiusza Kuźmińskiego

Jeden z utworów na tej płycie napisałeś ze specjalną dedykacją dla swojej siostrzenicy?

Tak. Utwór "Serce szczerego wnętrza" napisałem z dedykacją dla Zuzi - mojej kochanej siostrzenicy i zarazem chrześniaczki. Zuźka zawsze często mnie pytała: "Wujek, kiedy napiszesz specjalnie dla mnie jakąś piosenkę?". No i po jakimś czasie usiadłem i napisałem. Mamy ze sobą wspaniały kontakt i bardzo się szanujemy. Zresztą Zuzia też sama bardzo ładnie i czysto śpiewa. Jest uzdolniona muzycznie zarówno po swojej mamie (czyli mojej siostrze, która również kiedyś śpiewała), swoim dziadku (czyli moim tacie, który jest instrumentalistą), no i też po mnie (jako najbliższym wujku i ojcu chrzestnym). Ponadto ma też talent plastyczny, recytatorski i sportowy. Tak jak mówi fragment tekstu tej piosenki, Zuzia jest dla mnie: "Jedną z ważniejszych dobrych ziemskich istot. Tak jak Anioł mnie uskrzydla".

Twoja płyta duetowa, którą nagrałeś ze swoją przyjaciółką i towarzyszką sceniczną Darią Wójcik, została bardzo ciepło przyjęta przez fanów. Co znajduje się na tymże krążku?

Nagraliśmy z Darią utwory w stylistyce około klasycznej - musicalowej i pop-operowej. Daria kształciła głos na wokalistyce klasycznej w tej samej średniej szkole muzycznej co ja i u tych samych profesorów. Jesteśmy świetnie zgrani wokalnie i współpracujemy ze sobą od wielu lat. A do tego, że jesteśmy jeszcze przyjaciółmi, to współpraca nasza układa się wyśmienicie. Daria jest sopranem klasycznym, ja jestem zarówno tenorem klasycznym jak i wokalistą jazzowo - rozrywkowym, dlatego też współbrzmienie nasze ma zarówno elementy wspólne jak i indywidualne. I to powoduje, że w pewnym sensie możemy cieszyć się wyjątkowością. Podczas koncertów często zapraszam Darię jako swojego gościa scenicznego. Wykonujemy wtedy zarówno partie solowe, jak i duetowe.

Posłuchajmy I płyty duetowej Darii Wójcik i Remigiusza Kuźmińskiego

Co w muzyce jest dla Ciebie najważniejsze?

Zdecydowanie technika, emocje, przekaz, prawda, kontakt z publicznością oraz wykształcenie muzyczne. Bardzo szanuję wykonawców, którzy swój talent podparli edukacją.

Czyli podobnie jak Ty?

Tak. Miałem to szczęście, że po zdaniu matury w liceum ogólnokształcącym i ukończeniu wokalistyki klasycznej w średniej szkole muzycznej, dostałem się na wymarzone studia magisterskie do Akademii Muzycznej w Bydgoszczy, w której ukończyłem wokalistykę jazzową i klasyczną oraz dyrygenturę jazzową i klasyczną.

Ale aktualnie nie pracujesz jako dyrygent tylko jako wokalista

Zaraz po studiach założyłem swoje trzy własne chóry, którymi na co dzień dyrygowałem, ale po kilku latach zdecydowałem się w całości poświęcić tylko wokalistyce. Teraz gdybym dostał propozycję współpracy dyrygenckiej, to przyjąłbym ją tylko w formie gościnnej na zasadzie przygotowania chóru lub orkiestry przez kilka prób i wystawienia z nimi konkretnego dzieła w konkretnym miejscu.

Twoi profesorowie to uznani artyści i pedagodzy. Kogo tutaj możemy wymienić?

Tak to już jest, że na uczelniach artystycznych artysta kształci artystę. Jestem bardzo dumny z moich profesorów. To wspaniali ludzie, znakomici artyści oraz wykładowcy. Na pięcioletnich dziennych studiach magisterskich w bydgoskiej Akademii Muzycznej studiowałem wokalistykę jazzową (rozrywkową i estradową) w klasie prof. Joanny Żółkoś-Zagdańskiej, wokalistykę klasyczną (operową) w klasie prof. Krzysztofa Szydzisza, dyrygenturę jazzową (chóralną i orkiestrową) w klasie prof. Andrzeja Zubka, natomiast dyrygenturę klasyczną (chóralną i orkiestrową) studiowałem w klasie prof. Moniki Wilkiewicz i prof. Radosława Wilkiewicza. Zaś w średniej szkole muzycznej wokalistykę klasyczną (operową) kształciłem w klasie prof. Janusza Ratajczaka i prof. Małgorzaty Ratajczak.

W jednym ze swoich licznych wywiadów mówiłeś o wpływie masy ciała na pracę artysty. Jak to z tym jest?

W trakcie edukacji w średniej szkole muzycznej i na studiach muzycznych szkoliłem technikę wokalną i dyrygencką na wadzę 103-110 kilogramów. Następnie pięć lat po studiach odchudziłem się drastyczną metodą głodówkową osiągając wagę 72 kilogramy z wagi wyjściowej 127 kilogramów i przy takiej niedowadze mój głos stracił na swojej sile. Organizm mój był tak słaby, że nie miałem siły pracować. Osłabiłem mięśnie tłoczni brzusznej i żebra, które odpowiadają za "appoggio", czyli podparcie oddechowe. Timbre mojego głosu, czyli barwa stała się jaśniejsza, cieńsza i bardziej delikatna, co oczywiście bardzo mi się nie spodobało. Nośność głosu, jego natężenie i długość fazy wydechowej uległy modyfikacji. Następnie po dwóch latach przytyłem poprzez niezamierzony efekt jojo. Wróciłem do wagi wyjściowej otrzymując dodatkowo kilkanaście kilogramów więcej. I przy uzyskanej nadwadze wróciło do normy wszystko to co co nie sprzyjało mojej pracy podczas niedowagi, z taką różnicą, że będąc otyłym zacząłem się szybko męczyć na scenie, pocić i bolały mnie nogi. Na moim przykładzie widać i wniosek z tego taki, że artysta-muzyk (czy to wokalista, dyrygent czy instrumentalista), nie powinien ani zbytnio chudnąć, ani zbytnio tyć. Najlepiej jak jego waga jest taka sama jak w trakcie edukacji muzycznej, czyli powinniśmy trzymać się metody "złotego środka". Opcja ze skrajności w skrajność totalnie odpada.

Twój pradziadek był dyrygentem. Możesz coś więcej opowiedzieć o swoim pradziadku?

Tak, to prawda. Mój pradziadek Stefan Kopydłowski (ur. 16 maja 1903 r. w Zalesiu Barcińskim) był pomysłodawcą, założycielem, członkiem i jednym ze współprowadzących dyrygentów Orkiestry Dętej w Wapiennie oraz muzykiem grającym na wielu instrumentach dętych. Urodził się i mieszkał w Zalesiu Barcińskim, z którego ja również pochodzę. Urodziłem się w Szubinie na Pałukach, natomiast w Zalesiu Barcińskim wychowywałem się od pierwszych dni swojego życia. Stamtąd pochodzą nie tylko moi pradziadkowie, ale także moja mama, babcia, dziadek, ciotki, wujkowie i kuzynostwo. Mieszkałem tam przez pierwsze lata swojego życia wraz ze swoimi rodzicami, siostrą i dziadkami. Mój pradziadek Stefan w wieku 16 lat walczył jako strzelec w Powstaniu Wielkopolskim, do którego wstąpił 29 stycznia 1919 roku. Był wielkim patriotą. Zginął podczas II Wojny Światowej. Tuż przed śmiercią miał kontakt z jednym z mieszkańców naszej wsi, który ostatni raz widział mojego pradziadka najprawdopodobniej w okolicach Borów Tucholskich. Dodatkową ciekawostką jest fakt, że Edmund Kopydłowski – brat mojego pradziadka Stefana, również był członkiem tejże orkiestry. Następnie po wielu latach część muzyków z Orkiestry Dętej w Wapiennie przeszło do Orkiestry Dętej w Piechcinie, w której to w latach 90-tych grał na trąbce również mój kuzyn (brat wujeczny) pochodzący z Radłowa.

Pochodzisz zatem z domu o wielopokoleniowych tradycjach muzycznych. Kto jeszcze muzykował w Waszej rodzinie?

Wielu moich krewnych muzykowało, zarówno ze stron rodzinnych mojej mamy jak i taty, ale tylko ja zostałem muzykiem dyplomowanym posiadającym wyższe wykształcenie muzyczne. Wspomniany już mój pradziadek, brat pradziadka, mój tata, siostra, siostrzenica, moje kuzynki i kuzyni, mieli w jakiś sposób do czynienia z muzyką. Grali w orkiestrach dętych, śpiewali w chórach i byli członkami różnych zespołów muzycznych. Mój dziadek (ze strony mamy) bardzo kochał muzykę. Pięknie śpiewał także kuzyn mojej babci (ze strony mamy). Muzykowało także kuzynostwo mojej mamy oraz kuzynostwo mojego taty wraz ze swoimi dziećmi. Zamiłowanie do muzyki przejawiał również brat mojej drugiej babci (ze strony taty), a także mój wujek i ojciec chrzestny (brat taty). Także, na prawdę w mojej rodzinie muzyka ma ważne znaczenie 

Za co cenisz i kochasz swoich bliskich?

Za to, że ich mam i za to, że są moim cennym skarbem. Za ich miłość na dobre i na złe, za wyrozumiałość, szacunek, poświęcenie, pomoc i oddanie. Pomimo sytuacji w życiu, na które nie mamy wpływu, różniących się światopoglądów, humorzastych sprzeczek, które jak wszędzie czasem się zdarzają, kocham i będę kochał ich całym swoim sercem. Wiem, że oni również kochają mnie nad życie. I za tą prawdziwą bezinteresowną rodzinną miłość, ogromnie im dziękuję!

A za co cenisz swoich przyjaciół?

Za to, że są! Za zrozumienie, wspólne przygody, szacunek, poświęcanie czasu i zaufanie.

Dużo masz przyjaciół?

Kilkoro, sprawdzonych. Stawiam na jakość przyjaciół, a nie na ich ilość.

Często się spotykacie?

Niestety ostatnio rzadko. Gdy nie mamy okazji się spotkać, to nadrabiamy zaległości przez telefon.

Czy potrafisz wyciągać wnioski z trudnych relacji międzyludzkich?

Tak, wyciągam wnioski. Jeśli spotkam na swojej drodze kogoś, kto przez wiele lat był w porządku, a potem nagle się zmienia, to wtedy jest to dla mnie sygnał, że w kolejnych znajomościach należy być jeszcze bardziej czujnym. Na początku sierpnia br. wyeliminowałem ze swojego towarzystwa osobę, z którą dotychczas bardzo się szanowaliśmy i na wielu płaszczyznach rozumieliśmy. Nigdy wcześniej nie pomyślałbym nawet, że nasze więzi mogą się kiedykolwiek skończyć. W pewnym momencie nastąpiła nieoczekiwana różnica zdań na totalnie błahy temat, kilka niepotrzebnych wyolbrzymionych słów i przerysowanych decyzji, następnie miły kosztowny grzecznościowy gest z mojej strony w postaci wyciągnięcia ręki i w ostateczności moja dłoń została odrzucona. Potraktowano mnie bardzo niekulturalnie jak wroga, tym bardziej, że sprawa nie była aż tak poważnej rangi, żeby zachować się w tak bardzo prymitywny i niegrzeczny sposób. A najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że osoba ta, nie wykazuje żadnych wyrzutów sumienia ani skrępowania i zachowuje się tak jakby nigdy nic się nie stało. Cóż, widocznie nie każdy ma w sobie poczucie wstydu. Niestety, po dwóch miesiącach od przykrego potraktowania mnie, osoba ta doświadczyła „powrotu karmy”, ponieważ spotkało ją bardzo niemiłe zdarzenie. Pomimo mojego żalu i urazu do niej, szczerze jej tego współczuję, ponieważ nikt z nas nie chciałby znaleźć się w takiej sytuacji. Dlatego jest to przykład, że nigdy nie warto się na kimś mścić, bo los bywa często przewrotny. Wyciągnąłem wnioski z tej relacji. Stałem się bardziej uważny.

Domyślam się, że będąc ostrożnym, nie masz zwykle problemu z doborem przyjaciół?

To zależy. Czasem dobrze dobieram przyjaciół, a czasem zdarza mi się pomylić. Mam znajomych sprawdzonych, którzy od samego początku nigdy mnie nie zawiedli i ja ich też nie zawiodłem, a są też tacy, którzy po dłuższym lub krótszym czasie z różnych względów musieli odejść lub ja od nich odszedłem. Mam również znajomych, od których musiałem się odseparować, ale tego nie chciałem, ponieważ okoliczności mnie to tego zmusiły. Niestety tak to jest, że chcieć nie zawsze znaczy móc. W dzieciństwie doświadczyłem wiele przykrości od rówieśników i dlatego życie mnie najprawdopodobniej zahartowało. Być może dlatego teraz potrafię się bronić i walczyć o samego siebie, odszczekiwać się kiedy zajdzie taka potrzeba i selekcjonować znajomości. Kiedyś tego nie potrafiłem, bo byłem uległy i naiwny. Dziś jestem asertywny.

Czy są w Twoim życiu rzeczy, które zrobiłeś i których bardzo żałujesz?

Tak, są. Myślę, że każdy z nas ma takie rzeczy, których dzisiaj by nie zrobił. Z natury jestem porywczy raptus i często żałuję wielu niepotrzebnie wypowiedzianych słów.

A jest coś czego nie żałujesz?

Tak. Droga, jaką obrałem, czyli wykształcenie, wolny zawód, praca artystyczna. To są te rzeczy, których nie żałuję i z których jestem dumny.

Jakie są Twoje największe słabości?

Uwielbiam słodycze. Mógłbym je jeść tonami. Poza tym jestem wybuchowym cholerykiem oraz gadułą. Pośród wielu zalet, mam także ogrom wad, które są moimi słabościami i kompleksami.

W jaki sposób poza koncertami, regularną pracą nad głosem, nagraniami, komponowaniem, spędzasz swój wolny czas?

Słucham dużo muzyki, czytam wiele ciekawych publikacji, jak mogę to spotykam się z rodziną i przyjaciółmi na kawie, a jak nie mogę to rozmawiam z nimi przez telefon. Słucham dużo ciekawych audycji radiowych, oglądam dobre produkcje telewizyjne, zgłębiam wiedzę z różnych dziedzin pozamuzycznych takich jak chociażby psychologia, a także staram się dobrze wysypiać nie żałując czasu na sen.

A gdzie w tym wszystkim miejsce na jakiś sport?

Od kiedy tylko pamiętam mam dwie lewe do sportu, dlatego też wyglądam jak wyglądam (śmiech). No może poza tym, że uwielbiam pływać i jeździć na rowerze. Przed laty nie miałem dnia bez roweru. Teraz to trochę zaniedbałem.

Dokąd zmierza świat Twoim zdaniem?

O, bardzo dobre pytanie. To jest dla mnie temat rzeka. Tutaj mógłbym dużo powiedzieć, ale niestety muszę i wypada mi się powstrzymać. Na co dzień jesteśmy wszyscy świadkami czegoś bardzo nie dobrego. Ludzie żyjący w naszym pięknym świecie zmierzają w dziwną stronę. Niestety często nie w tą, w którą powinni i w którą mogliby. Postęp technologiczny zmienił ludzkość, jej wartości, myślenie i podejście do życia. To jest bardzo przykre. Jako człowiek wrażliwy, z tradycjami, konserwatywnym światopoglądem i wartościami, boję się tego, co będzie dalej.

W jakim miejscu i okolicznościach chciałbyś znaleźć się za 30 lat?

Chciałbym wtedy usiąść wygodnie w fotelu, napić się ulubionej kawy i powiedzieć sobie, że zrobiłem w życiu wszystko, co mogłem i powinienem zrobić. Chciałbym wtedy spojrzeć w lustro, uśmiechnąć się do siebie i pomyśleć: „Stary, możesz być z siebie dumny. Przeszedłeś drogę, którą obrałeś sobie od samego początku. Masz/miałeś kochających ludzi obok siebie, wykształciłeś się, zagrałeś tysiące koncertów w życiu dając ludziom ogrom radości, spotkałeś wielu ciekawych ludzi na niwie prywatnej i zawodowej, doczekałeś pięknego sędziwego wieku, w odpowiednim czasie zszedłeś ze sceny niepokonany, pozostawiłeś po sobie cenny dorobek twórczy, a Twoi najbliżsi bardzo Cię cenią i są z Ciebie dumni”.

I tego bardzo serdecznie życzę. Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję bardzo.

KB

Podziel się:



Pozostałe