Nauczyciele akademiccy o prozie nauczania w czasie pandemii

  • 02.11.2020, 09:46
  • Źródło: PAP
Nauczyciele akademiccy o prozie nauczania w czasie pandemii
Większa dyscyplina czasowa, ale też brak reakcji słuchaczy, mniej pytań i dyskusji czy zmęczenie wzroku to prozaiczne realia związane z prowadzeniem wykładów online. Nauczyciele akademiccy mówią w rozmowie z PAP o nauczaniu w czasie pandemii.

Od poniedziałku 26 października cała Polska znalazła się w strefie czerwonej, co oznacza, że zajęcia dla studentów odbywają się zdalnie (na dużą skalę rozpoczęło się to już w II semestrze poprzedniego roku akademickiego). Są jednak wyjątki: uczelnie mogą kształcić w swoich murach studentów ostatniego roku studiów I stopnia, studentów studiów II stopnia i jednolitych studiów magisterskich. Na miejscu mogą się też odbywać zajęcia dla doktorantów, o ile nie można ich zrealizować z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość.

Jakie wyzwania oznacza w praktyce dydaktyka online? "Zdalne nauczanie to tylko namiastka tego, na co pozwalają tradycyjne zajęcia kontaktowe" - zauważa w rozmowie z PAP dr hab. Piotr Rzymski z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. - "Gorsza jest obustronna komunikacja: pytania padają na ogół tylko na końcu zajęć, niemal nigdy w trakcie; jest ich też znacznie mniej".

Piotr Rzymski dodaje, że kiedy podczas wykładów "mówi do komputera" i nie widzi słuchaczy - trudno stwierdzić, czy studenci rozumieją przekazywane im treści.

"Niektóre kamerki studentów są wyłączone, inni są ledwo widoczni. Czasami czuję się, jakbym mówił do ściany" - potwierdza dr Dariusz Błaszczyk z Wydziału Archeologii UW.

W nauczaniu zdalnym Rzymski dostrzega też pozytywy, które dotyczą dyscypliny czasowej. Prowadzący robi wtedy bowiem mniej dygresji i rzadziej opowiada ciekawostki, które podczas zajęć tradycyjnych są naturalnym rezultatem interakcji ze studentami.

Trudność związana z utrzymaniem koncentracji studentów i wykładowców to kolejny aspekt prowadzenia wykładów online. "Półtorej godziny zajęć przy komputerze kosztuje nas wszystkich więcej energii i uwagi, niż ten sam czas w sali wykładowej" - zauważył w rozmowie z PAP dr. hab. Łukasz Niesiołowski-Spano’ z Wydziału Historii UW. Zamierza on wprowadzić kilkuminutowe przerwy w czasie wykładów - m.in. po to, aby dać oczom odpocząć od wpatrywania się w ekran.

Uczestników wykładu zdalnego bywa wielu, a monitor komputera jest zwykle niewielki, dlatego wykładowca nie widzi ich dobrze w małych oknach. Do tego dużą część ekranu przysłania zwykle prezentacja. "Nie mogąc nawiązać kontaktu wzrokowego ze studentami, nie widzę ich reakcji i trudno mi stwierdzić choćby to, czy mówię z odpowiednią prędkością" - zauważa historyk z UW.

Prof. Niesiołowski-Spano’ dostaje też pozytywne sygnały od studentów, którzy chwalą sobie np. możliwość udostępniania przez niego prezentacji na ich własnych monitorach. Dzięki temu treści graficzne są bardziej czytelne i lepiej przyswajalne, niż gdy wyświetla się ją w dużej sali za pomocą rzutnika.

Historyk pozytywnie ocenia prowadzenie ćwiczeń online pod warunkiem małej liczebności grupy. Jak mówi, w zaangażowanej grupie liczącej do dwunastu osób takie zajęcia wychodzą dobrze, a po wprowadzeniu kilku zasad porządkowych "dyskusje były znakomite". Każdy z rozmówców przed zabraniem głosu podnosi rękę - prowadzący widzi takie zgłoszenie za pośrednictwem komunikatora.

Podczas wykładów monograficznych dr hab. Maciej Borodzik z Wydziału Informatyki, Matematyki i Mechaniki UW spotyka się zaledwie z kilkunastoma studentami. Nie ma wówczas problemu z wymianą spostrzeżeń. Formuła online sprawdza się też w przypadku seminariów. "Mogę na nie zaprosić wybitnych ekspertów z zagranicy, którzy w normalnych warunkach nie mogliby przybyć na spotkanie" - zauważa.

Zatem paradoksalnie okres pandemii stwarza szansę na nawiązanie kontaktu z osobami, które na co dzień były nieosiągalne - np. słynnymi matematykami zza oceanu. Aktywni i zaangażowani naukowcy lub studenci mają też szerszy dostęp do coraz liczniejszych otwartych wykładów prowadzonych przez najlepsze światowe uczelnie i instytuty - zauważa matematyk.

Podsumowując doświadczenia z nauczaniem online Niesiołowski-Spano’ stwierdził, że nie obserwuje pogorszenia jakości kształcenia. Przyznaje jednak, że wszyscy uczestnicy jego zajęć mieli dotychczas dostęp do szybkiego internetu i inne odpowiednie narzędzia.

Część naukowców udostępnia studentom nagrania swoich wykładów. Dzięki temu mogą oni powrócić do fragmentów, które były mniej zrozumiałe. Według Niesiołowskiego-Spano’ praktyka ta jest dobrze oceniana przez studentów, ale wciąż mało powszechna, gdyż niektórzy dydaktycy obawiają się m.in. naruszenia ich praw autorskich.

Oprócz ćwiczeń i wykładów osobną kategorią są na uniwersytetach zajęcia praktyczne, np. laboratoryjne. To one - w ocenie dr hab. Rzymskiego - ucierpiały w dobie pandemii najbardziej.

"Oczywiście można zademonstrować zdalnie nagrania wideo i objaśnić, w jaki sposób przeprowadzić eksperyment czy założyć hodowlę komórkową. Ale nic nie zastąpi sytuacji, w której studenci mogą wykonać te czynności samodzielnie. Wtedy tym autentycznie +żyją+. Obcują ze sprzętem; uczą, jak się z nim prawidłowo obchodzić, mają poczucie sprawczości i faktycznie zdobywają praktyczne umiejętności. Zwiększa się ich samoocena" - wymienia naukowiec.

Według Niesiołowskiego-Spano’ już po zakończeniu pandemii wiele obecnie stosowanych narzędzi będzie można nadal wykorzystywać do zajęć dydaktycznych. "Powinniśmy z tej lekcji wyciągnąć jak najwięcej wniosków. Nie możemy po prostu wrócić do sal wykładowych i pracować jak w XIX w." - mówi. Jego zdaniem warto byłoby np. wprowadzić nagrywanie wykładów i ich udostępnianie. Pozytywnie ocenia też testy wykonywane za pośrednictwem internetu.

Dla funkcjonowania uniwersytetu kluczowa jest jednak interakcja społeczna, gdyż uczelnia to nie tylko przekazywanie wiedzy, ale też związana z tym otoczka. Bez zajęć na żywo studenci będą ubożsi o liczne doświadczenia - wskazują rozmówcy PAP. "Tego braku nie da się niczym zrównoważyć. Źle by było, gdyby sytuacja epidemiczna uniemożliwiła nam normalne funkcjonowanie dłużej, niż w obecnym roku akademickim" - uważa Niesiołowski-Spano’.

Dr Błaszczyk przypomina, że już przed pandemią rosła popularność kursów online. "Nie zastępowały one jednak tradycyjnych wykładów. Były dodatkowym elementem systemu kształcenia" - mówi.

"Najbardziej poszkodowani z powodu nauczania online są studenci, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z uniwersytetem. Będzie to stracone pokolenie - nie nawiążą na samym początku studiów bezpośrednich relacji ze swoimi rówieśnikami ani z wykładowcami" - kończy dr Błaszczyk.

(PAP)

autor: Szymon Zdziebłowski

szz/ zan/

Źródło: PAP

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Bydgoski Portal Internetowy Bydgoszcz.COM, którego właścicielem jest firma MPI.PL z siedzibą w Bydgoszczy, ul. Stary Rynek 5 jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Stanisław
Stanisław 02.11.2020, 11:45
A dlaczego większość uczelni zwalcza poglądy Chrześcijańskie i promuje ateizm ? Czy chodzi o łatwiejszą manipulację
na ateistach ? Moja córka studiuje na UKW i widzi że uczelnia po cichu promuje lewicowość i LGBT. Studenci którzy się otworzą i zadają tzw trudne pytania o porażce krajów zachodnich w zakresie przyjmowania islamu i braku wartości w LGBT, maja ciężko i są zwalczani. Tak się tworzy z ludzi miałką pulpę, jak kiedyś w czasach komuny.

Pozostałe